piątek, 14 kwietnia 2017

jak szybko ukryć nadprogramowe kilogramy- test bielizny wyszczuplającej...


Jak tam pozimowe sadełko? U mnie zacnie, zwłaszcza po ostatniej kontuzji pleców przybyło mi tu i ówdzie :) Nie ma co panikować, zrzuci się. A póki co to idealny moment na przetestowanie bielizny wyszczuplającej, którą udało mi się kupić w zeszłym roku w lumpku. Bielizna była nowa z metkami, a ja byłam strasznie ciekawa, czy takie coś w ogóle działa i jak się to nosi. Nigdy też nie spotkałam się z bielizną wyszczuplającą w tak małym rozmiarze. Do testu wybrałam sukienkę w rozmiarze XXS, w którą normalnie się nie mieszczę. Zaczynamy!



Na początku dokładnie się zmierzyłam:
pas - 65 cm
biodra - 90 cm
udo - 50 cm


Bielizna ma bardzo ładny, cielisty kolor i piękny haft z przodu. Niech was to jednak nie zwiedzie, nie wygląda się w niej dobrze, raczej idiotycznie, zwłaszcza, że ma otwór do korzystania z toalety ;), a gorset sięga tylko pod biust. Dlatego zrozumiałe jest, że się w niej wam nie pokażę. Wbijanie się w ten skafander zajęło mi dłuższą chwile, chociaż myślałam, że i tak będzie to trwać dłużej. Materiał jest rozciągliwy, ale mocny na tyle, by spełnić swoje zadanie, czyli utrzymać w ryzach fałdki tłuszczu. Gorset ma trzystopniową regulacje, mi udało zapiąć się na drugi rząd haftek. 



Po wbiciu się w body przyszedł czas na pomiary :) muszę przyznać, że mocno się zdziwiłam:
pas - 57 cm !!!
biodra - 87 cm
udo - 46 cm



Bez większego problemu założyłam za małą sukienkę, a sukienka układała się idealnie. Brzuch był płaski, talia wymodelowana , a pośladki podniesione.




Moja radość nie trwała jednak zbyt długo. Po ok 20 min zaczęłam odczuwać dyskomfort, było mi niewygodnie, zwłaszcza podczas siedzenia gorset zbyt mocno uwierał mnie w żebra. Poza tym było mi po prostu za gorąco. Jestem zwolenniczką lekkich, przewiewnych i wydekoltowanych kreacji, nawet zimą, dlatego nie wyobrażam sobie pójścia w takiej bieliźnie na zabawę taneczną, tym bardziej, że bielizna wymusza na nas również założenie zabudowanej kreacji. Odpada dekolt do pasa, wycięte plecy czy mega długi rozporek. Gdyby po imprezie coś było na rzeczy, musiałabym się ukradkiem wymknąć i szybko to zdjąć, bo nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy mój chłopak by mnie w tym zobaczył. Boki by zrywał i nici z romantycznego wieczoru hehe. Odetchnęłam z ulgą, kiedy w końcu zdjęłam bieliznę.

Podsumowując - body trafia na dno szafy, kto wie, może jeszcze kiedyś mi się przyda. Na razie pędzę zrobić trening z Mel B ;)

wyszczuplające body - Verona (nieistniejący już outlet) 15 zł | sukienka - sh 9 zł |torebka - sh 15 zł 
  lusterkowe szpilkiDeeZee model Jetset Silver
 (podobne modele - Misha silver, srebrne Clear the Air, srebrne Brilliant)

podobne body znajdziecie tutaj:


filiżanka - Home&You

9 komentarzy:

  1. pięknie, ale tobie to nie trzeba. Figura elegancka

    OdpowiedzUsuń
  2. chętnie bym przygarnęła to body,świetnie wygląda pod sukienkami :)
    zapraszam do siebie -> KLIK :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też chętnie odkupię body. Masz rację, taka bielizna wyszczuplająca w sklepach zaczyna się od rozm L, a szczuplejsze osoby też mają problem np z opinią na brzuchu. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Super post. Więcej takich!

    OdpowiedzUsuń
  5. Z taką figurą to Ci nawet ta bielizna jest nie potrzeba, idealnie się prezentujesz :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wytrzymała bym całą noc w tym, żeby tak wyglądać :) też chętnie odkupię.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziewczyny nie warto się katować tym :) uwieżcie mi, zdrowa dieta i ruch sprawią, że nie będziecie potrzebować takiej bielizny... Poza tym na plażę w tym nie pójdziecie :)

    OdpowiedzUsuń